|
W 1939 roku Polska ze swoim pogłowiem koni liczącym 4 miliony sztuk zajmowała piąte miejsce w świecie. II wojna światowa spowodowała ogromne straty, pogłowie koni zmniejszyło się prawie dwukrotnie. W pierwszych latach powojennych głównym celem hodowli było zwiększenie stanu pogłowia koni przede wszystkim dla zaspokojenia potrzeb rolnictwa i transportu. Maksymalny stan pogłowia koni w okresie powojennym Polska osiągnęła w latach 1950-1960 i było to około 2,8 min sztuk. Do lat 80. spadek pogłowia był powolny, po tym okresie nastąpił bardzo szybki spadek i dziś w kraju mamy około 350 tyś. koni. O koniach sportowych, o koniach używanych w bitwach możemy przeczytać ogromne dzieła, o chłopskich koniach roboczych, które w okresie powo¬jennym stanowiły gro ówczesnego pogłowia niewiele pisano, mówiono raczej źle, ale z tymi końmi jest tak jak z kobietami - matkami, o nich niewiele się mówi, niewiele się pisze. Ich codziennego trudu nikt nie traktuje w kategoriach bohaterstwa, a jest to bohaterstwo dnia codziennego i bez niego nie byłoby wielkich osiągnięć. Tak jest i z końmi roboczymi, które w latach powojennych wykonały ogromną, trudną do oszacowania pracę, bez której rozwój kraju byłby niemożliwy. Posiadanie konia stwarzała gospodarstwo niezależnym od najemnej siły pociągowej, często decydowało o jego bycie. Na skutek przekształceń w rolnictwie i transporcie rezygnowano z końskiej siły pociągowej. Konia roboczego zaczął zastępować typ wierzchowy, albo przestawał być on w ogóle potrzebny. Na szczęście mamy za sobą okres kiedy koń kojarzony był z zacofaniem i biedą, niestety nie mamy żadnej polityki pro końskiej. Dla kolejnych ekip w Ministerstwie Rolnictwa konie były i są nic nie znaczącym marginalnym gatunkiem, traktowanym bardziej hobbystycznie niż jako gatunek, który może mieć gospodarcze znaczenie, a takie znaczenie w wielu wysokorozwiniętych krajach ma. Kiedy u nas pogłowie koni gwałtownie spadało w Niemczech w przeciągu trzech dziesięcioleci potroiło się osiągając 1,1 min sztuk, w Anglii się podwoiło osiągając 1,3 min sztuk. W USA klientami przemysłu końskiego jest ponad 7 min osób, przemysł ten zatrudnia 1,4 min ludzi. Szacuje się, że konno jeździ około 95 tyś. Polaków, a w przemyśle końskim zatrudnionych jest około 42 tyś. ludzi. To niewiele w porównaniu z Francją czy Niemcami gdzie konno jeździ około 1 min osób, czy Anglią gdzie jeżdżących jest ponad 4,3 min osób, a w przemyśle tym pracuje ponad 250 tyś. osób. Czy w Polsce może być podobnie? Tak może być jeżeli koń przestanie być traktowany jako gatunek marginalny. Społeczne organizacje hodowlane nie są w stanie same wypromować i upowszechnić pewnego zdrowego stylu życia, w którym będzie miejsce na konia. Na ogromnych obszarach trwałych użytków zielonych zwłaszcza w Polsce południowej i wschodniej nie ma ani jednego zwierzęcia, a dopłaty do tych bezzwierzęcych łąk i pastwisk, często nawet nie wykoszonych, to setki milionów złotych, a może nawet ponad miliard złotych. W tym samym czasie Polski nie stać na to aby wysupłać kilka milionów złotych na uratowanie kilku stad ogierów tak ważnych dla krajowej hodowli koni oraz kultury i tradycji. Tłumaczenie, że przepisy na to nie pozwalają do nas hodowców nie dociera. Przepisy stanowią ludzie i one powinny być dla nas, a nie my dla przepisów. Nigdy nie zrozumiemy dlaczego w Niemczech czy Francji do stada ogierów pompowane są publiczne pieniądze, a w Polsce oczekuje się aby stada dawały zyski, które państwo będzie mogło skonsumować w innych dziedzinach. W krótkim okresie czasu zysków one nigdy nie dadzą. Są to instytucje służebne wobec hodowli i zyski można liczyć w całej hodowli, ale nie za rok czy dwa lata, ale w przeciągu dziesięcioleci. Apeluję do wszystkich, którzy mają jakikolwiek wpływ na hodowlę koni w Polsce - zmieńmy ten stan rzeczy. Nową rzeczywistość można tworzyć poprzez mądre zmiany i niekoniecznie burząc wszystko do końca. Nie pozwólmy na to aby sława polskiej hodowli koni pozostała tylko na kartach historii, a to czy tak będzie i czy po raz kolejny przysłowie „Mądry Polak po szkodzie" okaże się prawdziwe zależy nie tylko od nas hodowców, ale też a może przede wszystkim od tych, którzy stanowią prawo i tych którzy w ramach tego prawa decydują o wydatkowaniu publicznych pieniędzy.
|